Kartka z pamiętnika- zmiana, zmiana…

Dawno nie pisałam, a przecież miałam przynajmniej dwa razy w miesiącu, bo przecież dam radę i jeszcze plany mam, mnóstwo pomysłów, nic się w końcu takiego nie stało… Mimo, że dobrze wiem jak przebiega proces zmiany i jakie są reakcje na nią na poszczególnych etapach i tak musiałam po raz kolejny przejść przez nie jakby zupełnie nieświadoma. Dokonując odkrycia dla siebie, przypominałam sobie, że przecież zawsze to wygląda tak samo:).

Dziś będzie trochę bardziej osobiście, zamieszczam post, który napisałam parę miesięcy temu. Wtedy próbowałam radzić sobie z nową sytuacją – ciążą, dziś jestem już mamą od kilku miesięcy i mam wrażenie, że zataczam koło, znowu zaczynam od początku. Dopiero niedawno udało mi się zaakceptować to, że nie wszystko będzie teraz szło tak jak sobie wymyśliłam, nie wszystkiemu podołam, niektóre sprawy muszę zostawić na potem, bo najważniejsze jest dla mnie bycie „tu i teraz” z moim synem. Żeby mogło tak być muszę starać się o spokój, wypoczynek, a gonitwa myśli pod tytułem „powinnam to i tamto” nie pomaga. Zostawiam zatem myśli za sobą, wszystko wydarzy się w swoim tempie.

A teraz to co było…

Jeśli nie dajesz rady tematom typu ciąża, poród, macierzyństwo, z czystym sumieniem sugeruję – opuść ten post :). Bardzo dobrze pamiętam, że gdy pojawiały się te tematy w pracy czy wśród znajomych sama uciekałam gdzie się da. W prawdzie nie zamierzam dzielić się dolegliwościami ciążowymi, a raczej opisać czym była ta zmiana dla mnie i co mi dała.

Najpierw pojawiła się radość, trochę niepewność i postanowienie, że póki co będę aktywna, będę pracować. Jednak w moim przypadku bardzo szybko sytuacja się skomplikowała. Znalazłam się w szpitalu, na szczęście wszystko się ułożyło, ale już nic nie było takie samo, a już na pewno nie takie jak sobie zaplanowałam. Moje aktywne, pełne wyzwań, zapełnione co do minuty życie skończyło się na kanapie przed telewizorem. Z dnia na dzień przestałam pracować, w dodatku okazało się że wszyscy świetnie sobie beze mnie radzą i świat się nie zawalił (jak to?). Miałam wrażenie, że im więcej mojego brzucha tym mniej mnie, że po prostu znikam. Wszyscy mówili, że przecież mam teraz mnóstwo czasu mogę robić fajne rzeczy na które zawsze go brakowało, ale ja zwyczajnie nie miałam na nie ochoty. Sesja z coachem pozwoliła mi odkryć, że stan w którym jestem jest martwym punktem, dopóki spędzałam czas na kanapie miałam wrażenie, że jestem jakby w zawieszeniu, że nic się nie zmieni. To wszystko wynikało z lęku przez zmianą, przed tym co będzie dalej, owszem czułam się beznadziejnie, ale w takim stanie czułam się także bezpiecznie. Bałam się zrobić krok na przód. Pytanie, co robić dalej? Kiedyś podeszłabym do sprawy zadaniowo, wytyczyłabym cele, kroki i jeszcze bym powiedziała: „weź się w garść”. Tym razem jednak ważne już było przyznanie się do lęku, powiedzenie sobie „boję się tego co będzie dalej, czy dam radę, czy wszystko się uda…” i to już był ważny krok. Gdy nazywam swoje emocje, one stają się mniej straszne i łatwiej iść dalej. Potem dałam sobie prawo do tego by przeżyć mój niepokój, by dać sobie czas do przeżycia tych emocji, zaakceptować je, tak głęboko i bez oceniania.

Pierwszy krok

Po tym wyciszeniu szybko pojawiły się konstruktywne myśli i refleksja nad tym co jest dla mnie teraz ważne, jak bym chciała się przygotować do nowej roli.

A potem kolejne….

Z moich przemyśleń wyszły mi zasady, które starałam się wdrożyć

Otaczam się pozytywną energią.

Jakoś tak dziwnie się zdarza, że wiele osób mówi najpierw np. bardzo dobrze wyglądasz lub pyta jak się czujesz? A zaraz potem pojawiają się ostrzeżenia oraz obrazowe opowieści samego porodu i groźby, że teraz wszystko się zmieni… oczywiście na gorsze. Nie będzie na nic czasu, nieprzespane noce, zmęczenie, kryzys z partnerem.  Nawet (lub szczególnie) na forach internetowych nie można znaleźć pozytywnych opisów, co więcej nawet gdy ktoś opisuje negatywne doświadczenia to zdania nie poświęci na jakąś radę. Czytając i słuchając takich informacji naprawdę można wpaść w panikę. Dlatego NIE CZYTAM i NIE SŁUCHAM  tego typu opowieści. A gdy ktoś zaczyna temat pytam: po co mi to mówisz? Co mam zrobić z tą informacją? Zwykle to pomaga uciąć temat.

Buduję w sobie poczucie mocy, wiem że siła jest we mnie!

Od początku oprócz uczuć euforii, podekscytowania towarzyszy mi również lęk przed porodem, zastanawiam się czy dam radę psychicznie i fizycznie. Staram się wywoływać u siebie poczucie sprawstwa i mocy, w końcu to ja wiem co jest dobre dla mnie i wierzę, że intuicja podpowie mi co robić. Wierzę, że personel szpitala, będzie chciał dla mnie jak najlepiej, nie chcę się nastawiać, że będę musiała o wszystko walczyć, a już na pewno o swoje prawa, bo jak powszechnie wiadomo z tym u nas jeszcze ciężko. Nie zamierzam być w roli potulnego petenta (rany jak to odmienić na żeńską formę?), ale też nie obmyślam czarnych scenariuszy, na szczęście pomaga mi tutaj moje ogólne podejście do życia, można powiedzieć coachingowe – zawsze najpierw szukam mocnych i dobrych stron  sytuacji.

Złote rady…. traktuję z  przymrużeniem oka.

Nagle otrzymuje mnóstwo porad w stylu co powinnam i czego nie powinnam (dopisek: zawsze to się wiąże z winą, oczywiście moją – bardzo się o tym przekonałam, szczególnie już po porodzie): co jeść, jak wyglądać, co mi wolno, co mam kupić dla dziecka, czasem czuje, że to ja nagle stałam się dla innych dziewczynką, która niewiele wie o świecie, a wtajemniczone w macierzyństwo kobiety muszą mnie uświadomić. I co tu robić? Na szczęście nic :).

Pobudzam zmysły i ciało.

Uznałam, że to dobry czas nie tylko na wzmocnienie ducha, ale też ciała, dlatego zaczęłam regularnie ćwiczyć. Co było sporym wyzwaniem, bo nie jestem osobą przesadnie aktywną fizycznie, oprócz jogi nigdy nie uprawiałam regularnie żadnego sportu. Jednak tym razem gimnastyka, była idealnym rozwiązaniem, pozwala mi na sprawność fizyczną pomimo dużego już brzucha, sprawia że dobrze się czuję i poświęcam też uwagę swojemu ciału i oddechowi. Postanowiłam też się trochę rozpieszczać – gotowanie i jedzenie pysznych potraw to jest to co lubię teraz najbardziej.

Robię rzeczy, na które nigdy nie miałam czasu.

Nawet takie malutkie dają radość …dżem porzeczkowy, śniadanie z przyjaciółką w kawiarni, spacer w parku w ciągu dnia…

Planuję i działam.

Myślę, że to dobry moment na refleksję czego chciałabym dla siebie zawodowo, życiowo oraz na pierwsze spojrzenie na moją nową rolę. Jestem (a raczej byłam) osobą aktywną zawodowo – pracuję w kilku miejscach, zaczęłam myśleć co chciałam zmienić w przyszłości, popatrzyłam też świeżym okiem na moje CV. Planuję teraz zawodowe wyzwania, pewnie będę jeszcze musiała raz zweryfikować te plany gdy już będę mamą, ale teraz myślenie o nowych możliwościach daje mi dużo energii i radości.

Wybaczam sobie…

Oczywiście bywają dni kiedy, totalnie się gubię, nic mi się nie chce, źle się czuję, wszystko mnie wnerwia, wtedy wszystko co napisałam wyżej wydaje mi się jakąś bzdurą wymyśloną w mojej chorej głowie. Wtedy zaczynam od początku – jestem z tym, wkurzam się, akceptuję, oddycham i odpowiadam sobie na pytanie: czego teraz potrzebuję? Teraz już często się udaje…

A jak to działa w teorii? Poniżej dwa schematy które pokazują emocjonalną reakcję w procesie zmiany (oba krążą w internecie na wielu stronach):

jak_przebiega_zmiana zmiana

Pytanie do Ciebie: Co robisz, gdy w Twoim życiu pojawia się zmiana? Jak radzisz sobie z nowym wyzwaniem?

Monika

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s